Express-Miejski.pl

Drużyny z gminy Kąty Wrocławskie zainaugurowały sezon piłkarski

Sokół Smolec - Nefryt Jordanów Śląski 6:3 fot.: Adrian Misiura

W sobotę 26 sierpnia rozgrywki zainaugurowała III grupa wrocławskiej A klasy. Swoje pierwsze mecze w nowy sezonie zagrali również B-klasowicze.

Po dwumiesięcznej przerwie wracają emocje związane z piłkarskimi rozgrywkami w klasie A. Układ tabeli mocno zmienił się w porównaniu z poprzednim sezonem, a zespoły z gminy Kąty Wrocławskiej trafiły do grupy III, która według wielu specjalistów mianowana została „grupą śmierci”.

A klasa: Tur Wrocław – Ambrozja Bogdaszowice 0:3

Gorzki smak triumfu – tak podsumowuje swoje spotkanie klub z Bogdaszowic. Mecz z beniaminkiem z Wrocławia obnażył wiele słabości, która Ambrozja musi skorygować, by w dalszej perspektywie bić się o czołowe lokaty. Gospodarze tego spotkania grali w dziesiątkę przez 50 minut po tym, jak jeden z zawodników Tura ujrzał drugą żółtą kartkę. Pierwsza bramka dla Ambrozji padła dopiero w 66. minucie, a jej autorem był Krzysztof Pawłowski. Więcej spokoju wniósł drugi gol tego zawodnika, 10 minut później, a kropkę nad „I” postawił Paweł Rudnicki, skutecznie egzekwując rzut karny w samej końcówce spotkania.

Uczulałem moich zawodników, że to nie będzie ławy mecz i się nie pomyliłem. Mimo optycznej przewagi i lepszych umiejętności piłkarskich (było to widoczne w każdym elemencie) nie potrafiliśmy tego wykorzystać w przeciągu całego spotkania. Wygraliśmy, ale wiele elementów raziło i nie funkcjonowało tak, jak to sobie założyliśmy i jest to dla moich graczy dobra lekcja do odrobienia. Za dużo arogancji i pewności siebie, zbyt dużo indywidualnych błędów, szczególnie przy stanie 2:0, wszystko to naraziło mój zespół na nerwową końcówkę. Błędy były tak rażące, że ciężko nawet mi je komentować, mam nadzieję, że ci zawodnicy wyciągną szybko lekcję…, lekcję pokory. Na pewno cieszą pierwsze punkty i zwycięstwo, ale oczekuję od moich graczy zupełnie innej postawy, gry, a także więcej samodyscypliny oraz "chłodnych głów" – komentuje postawę swoich zawodników trener Ambrozji Tomasz August.


Fot. Ambrozja Bogdaszowice

A klasa: Sokół Smolec – Nefryt Jordanów 6:3

W Pietrzykowicach, gdzie z powodu remontu własnego obiektu gra Sokół Smolec, doszło do ciekawego dla oka widowiska. Grający w roli gospodarza podopieczni trenera Sebastiana Neski podejmowali czwarty zespół minionego sezonu grupy IV Nefryt Jordanów Śląski. W pierwszej części gry więcej z gry miał zespół gości, który dwukrotnie prowadził i kreował więcej groźnych sytuacji podbramkowych, jednak drużyna Sokoła potrafiła odpowiadać golem za gol (bramki Stęplewski i Małozięć). W drugiej odsłonie śmielej zaatakowali gospodarze, czego efektem był szybko strzelony gol Różańskiego, który dopiero zameldował się na boisku. Na kolejne trafienia trzeba było czekać około 25 minut, kiedy w krótkim odstępie czasu padły dwa gole dla Sokoła (bramka samobójcza oraz celny strzał Smużyńskiego). Kiedy wydawało się, że więcej emocji już na boisku w Pietrzykowicach nie będzie, szóstą bramkę dla Sokoła zdobył w 90. minucie Różański, a tuż przed ostatnim gwizdkiem swojego gola honorowego strzelili jeszcze goście. Mecz zakończył się zwycięstwem drużyny ze Smolca 6:3 i tym sposobem Sokół objął pozycję lidera po pierwszej kolejce spotkań.

Cieszymy się z wysokiego zwycięstwa, ale zdajemy sobie sprawę, że musimy poprawić kilka elementów w naszej grze, ponieważ nie w każdym meczu będziemy zdobywać 6 bramek. Dobrą dyspozycją wykazali się dzisiaj Mariusz Stęplewski, Marcin Małozięć czy Przemek Różański, lecz o końcowym wyniku w dużej mierze zadecydowało dobre przygotowanie fizyczne moich podopiecznych. W okresie przygotowawczym nie próżnowaliśmy, więc dzisiaj mogliśmy zobaczyć tego efekty – mówił po meczu trener Sokoła Sebastian Neska.

A klasa: Galakticos Solna – Orzeł Sadowice 0:1

Do Solnej wybrała się ekipa Orła Sadowice, który jeszcze w minionym sezonie biegał po boiskach klasy okręgowej. Zespół rywali to natomiast 3 siła poprzedniego sezonu grupy IV. W pierwszej części spotkania ekipa Orła miała kilka dogodnych sytuacji, w tym groźny strzał grającego trenera Alana Reszki, który minimalnie minął słupek bramki rywali. Około 40. minuty gry po faulu w polu karnym drużyny z Sadowic sędzia podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł Tomasz Biały, jednak jego strzał pewnie obronił bramkarz Orła Kamil Izbiański. Chwilę później zrealizowało się znane piłkarskie porzekadło, mówiące o tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Tuż przed przerwą dośrodkował w pole karne Kamil Frukacz, piłkę przepuścił Reszka, a ta trafiła do Konrada Hylewicza, który nie miał problemów z umieszczeniem futbolówki w bramce. Tym sposobem pierwszą połowę goście kończą prowadzeniem 1:0. W drugiej części spotkania obie drużyny rozgrywały dobre spotkanie, choć więcej klarownych sytuacji bramkowych mieli goście z Sadowic, którym jednak brakło trochę opanowania i szczęścia, by podwyższyć wynik spotkania.

A klasa bez Gniechowic

Tuż przed startem rozgrywek wycofał się zespół Błękitni Gniechowice, zatem tabela trzeciej grupy liczyć będzie tylko 13 zespołów i co kolejkę jedna z drużyn będzie pauzować. Trener Wiesław Urycz, który niedawno pracował jeszcze w Gniechowicach, przeniósł się natomiast do Łowęcic, gdzie powalczy o powrót Zjednoczonych do A klasy.

1. kolejka VIII grupy wrocławskiej B klasy

Swoje rozgrywki zainaugurowali również zawodnicy klasy B. Puma Pietrzykowice rozpoczęła sezon od wyjazdowego remisu 1:1 z Grunwaldem Wrocław. - Po brzydkim, pełnym walki, emocji i kartek spotkaniu zremisowaliśmy z Grunwaldem, a jedyna bramka dla Pumy padła po centrostrzale Macieja Urbana, który przelobował bramkarza gospodarzy – relacjonuje klub z Pietrzykowic. Wynik został jednak zweryfikowany jako walkower na korzyść gospodarzy. Oficjalną decyzję DolZPN poznamy w jutrzejszym komunikacie komisji dyscyplinarnej.

White Bat Czerńczyce udanie rozpoczął sezon. Na własnym boisku pokonał 8:2 drużynę Dromex Piersno, jednak DZPN zweryfikował wynik na 8:0, uznając walkower na korzyść gospodarzy.

Z nieba do piekła – tak swój mecz opisują zawodnicy LZS Zachowice, którzy ulegli na wyjeździe drużynie PKS Augustyn 2:3. Po pierwszej godzinie gry żaden sympatyk ekipy z Zachowic nie dopuszczał do siebie takiego scenariusza, jaki miał miejsce na boisku przy ulicy Sztabowej. Po bramkach Magalasa i Gajdy goście prowadzili już 2:0, jednak w 75. minucie PKS zdołał strzelić bramkę kontaktową. W tym momencie w zespole LZS-u zaczęło dochodzić do błędów, które poskutkowały dwoma trafieniami gospodarzy w doliczonym czasie gry.

pharom

0

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

REKLAMA


REKLAMA